niedziela, 15 września 2013

Wspomnienie o dziadku Franku

    Kiedyś siostrzenica poprosiła moją mamę o spisanie biografii dziadka i pradziadka na podstawie dokumentów z rodzinnych segregatorów. Chodziło bodajże o zadanie domowe do szkoły. Mama zrobiła to z właściwą sobie sumiennością. Na podstawie krótkich i rzeczowych biografii jej autorstwa i moich wspomnień napisałam notkę o moim dziadku:

Zmarł, kiedy byłam małą dziewczynką. Pamiętam go niezbyt dobrze, ale był fajny, spokojny, cierpliwy - mój dziadek Franciszek Wiza, który był strażakiem...    Urodził się 4 października 1904 roku w Poznaniu z ojca Walentego Wizy i matki Marianny z domu Kaźmierczak. Pochodził z rodziny robotniczej. Szkołę powszechną 7-mio klasową (Knabenshule- czyli dla chłopców) ukończył w 1919r. W Poznaniu. Od 7.04.1919r. do 7.07.1922r. uczęszczał do Państwowej Szkoły Dokształcającej i Rzemieślniczej z warsztatami w Poznaniu. Pracował jednocześnie jako uczeń ślusarski w "Agrarii" - fabryce maszyn rolniczych. Pracował tu do 1925r. . W roku 1925 zaczął pracę w "Polskim Piecu" (fabryka pieców i maszyn piekarniczych).


Jako młody człowiek brał udział w historycznych wydarzeniach. W harcerskich szeregach uczestniczył w Powstaniu Wielkopolskim w latach 1918-1919, był łącznikiem. Od roku 1924 był drużynowym 2 Drużyny Harcerskiej im. Kazimierza Wielkiego w Poznaniu. Jako harcerka miałam okazję przeczytać w dokumentach informację o obozie wędrownym po Pomorzu, którego był organizatorem. Musiał zmagać się z wieloma trudnościami finansowymi i organizacyjnymi (obóz wędrowny był pionierskim przedsięwzięciem).





   Musiał mieć piękny głos, bo jako młody mężczyzna był członkiem chóru u Salezjanów. Przyjaźnił się tam z bratem swojej przyszłej żony Marianem. Nie wiem w jakich latach to było. Zachowały się dwie piękne fotografie.



Od października 1925r. Do 1927r. Odbył zasadniczą służbę w wojsku polskim w łączności na stanowisku podoficera rachunkowego. Po powrocie z wojska pracował dalej w "Polskim Piecu" jako ślusarz.
    Od roku 1929 do 1939 pracował w Zawodowej Straży Pożarnej w Poznaniu przy ul. Masztalarskiej jako strażak. 24 października 1930r. Ożenił się z Wandą Kaźmierczak. Mieli trójkę dzieci: Edwarda (mojego tatę) ur. 1931, Teresę ur.1933r. i Kazimierza ur. 1935r. Mieszkał na stałe z rodziną w Poznaniu.



W 1939 roku walczył z hitlerowskim najeźdźcą w wojnie obronnej. Pod Warszawą został wzięty do niewoli. Zwolniony 20 października 1939 roku wrócił do Poznania, do rodziny. Podczas wojny pracował na Lotnisku Poznań - Ławica jako strażak. Po wojnie nie rozstał się z zawodem. Pracował w Zawodowej Straży Pożarnej w Poznaniu przy ul. Masztalarskiej 3, później przy ulicy Czechosłowackiej. W 1970 roku przeszedł na emeryturę, ale nadal pracował dorywczo w straży jako szkoleniowiec.





Był pracowity, rodzinny i kochany. Nigdy nie usłyszałam jak podnosił głos. Często sadzał mnie na kolana i razem czytaliśmy gazetę. Przychodził do nas co niedziela. Brał mnie na spacery i usilnie mnie namawiał, żebym spróbowała kefiru. Odmawiałam współpracy i naciągałam dziadka na oranżadę. Odbierał mojego brata z przedszkola i czasami jechałam razem z nim z Rataj na Osiedle Warszawskie. Będąc na emeryturze dorabiał jako stróż. Pamiętam jak dziś, jak z babcią wybraliśmy się, żeby go odwiedzić w pracy. 



Umarł w 1975 roku po długotrwałej chorobie w szpitalu w Międzyrzeczu. Pochowany jest na cmentarzu górczyńskim. Za swoje zasługi dla Poznania został odznaczony Honorowa Odznaką Miasta Poznania.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz