Niewiele w tym roku o ptakach napisałam. A w ogrodzie cały rok ruch. O pleszkach pisałam, ale w innych budkach były sikorki, mazurki. W okolicach gnieżdżą się też kapturki, rudziki, piegże. Były też sroki, co jest oczywiste od wielu lat, ale jak zawsze z brzozy zwiało im gniazdo wiec poszły na sosnę do sąsiada. Teraz, kiedy dojrzały słoneczniki w ogrodzie, na popas przylatują sikory w przelotach. Przyleciały tez czyże i razem z sikorami tworza wędrowne stado w poszukiwaniu jedzenia. Mój karmnik się rozleciał ze starości więc musimy kupić nowy i zakupić worek słonecznika na zimę. Pewnie zrobimy to w listopadzie.
Pierwsza przygoda to właśnie z czyżykiem, bo walnął o szybę w moim domu i już myślałam, że już po nim, ale on odpoczął kilka minut i doszedł do siebie. Jak tylko zauważył, że go obserwuję - odleciał.
Druga przygoda, to nawet nie przygoda, ale pobudka. Od wielu dni budziła mnie samica dzięcioła dużego, która rozłupywała moje budki lęgowe na brzozach, Nie wiem, czy robiła to w jakimś konkretnym np lęgowym celu, czy robiła tak, bo lubi coś od czasu do czasu rozłupać. Tylko dlaczego robiła to w weekend od 7.00?


