Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 sierpnia 2022

Spotkanie z niedźwiedziem

 Byliśmy w Tatrach na wakacjach. Nieco za krótkich byśmy mogli pochwalić się zdobytymi szczytami. Zresztą na zdobywanie szczytów był czas wiele lat temu i to robiliśmy. Teraz postanowiliśmy się bliżej przyjrzeć lokalnej przyrodzie. Na wycieczce do Doliny Kościeliskiej (naszym marzeniem było zobaczenie pomurnika) spotkaliśmy niedźwiadka. Bo jakże można nazwać tą nieletnią chudzinę. Wylazł spomiędzy lichych świerczków i kosodrzewiny. Wyraźnie szukał czegoś w kępach traw. Trudno stwierdzić, czy chodziło o jakieś korzonki dla zdrowotności, czy owady. Chodził i rozgrzebywał kępy roślin. Dziwiliśmy się, że tak dobrze radzi sobie ze wspinaczką. Na ludzi raczej nie reagował (było kilka osób na szlaku) w rejonie Jaskini Raptawickiej), trochę przyglądał im się z wyrzutem, że weszli na jego teren.


Zdjęcie zrobione szerokim kątem dla zobrazowania bliskości niedźwiedzia












czwartek, 19 października 2017

Wrześniowe Tatry cz. 2 - suplement

Oprócz gór fotografowałam różne rzeczy. Co tylko mi się spodobało, a że fauna i flora zawsze mi się podoba, oto co wyszło:

Gazdowe gołębie

Potok górski i jego okolice uważam za najpiękniejszy skalniak świata. Piękniej jest tylko wyżej w górach, gdzie maleńkie kwiatki walczą z wiatrem i zimnem skał.

















Kapliczka w Lichajówkach

piątek, 13 października 2017

Wrześniowe Tatry

     Wrzesień w Tatrach jest piękny. Powietrze rześkie, przejrzyste, słońce, wiatr. W górach robi się złoto a lasy pachną opadłymi liśćmi. Lato się kończy, choć nie za bardzo mu się chce. Przyciąga jak magnes ludzi, którzy choć chwilę chcą pooddychać tym powietrzem i popatrzeć na skały. Bywały wrześnie, kiedy w Dolinie Pięciu Stawów leżał śnieg, ale też i takie, gdzie szłam granią w stroju letnim.
Wyjechaliśmy nagle, nie zaplanowaliśmy tego wyjazdu. Gaździna zawsze ma pokoik dla nas, zawsze chętnie coś dla nas upichci.
Nie nastawiliśmy się na wycieczki, bo czasu niewiele było i pogoda zmienna, ale spacer w Kościeliskiej zaliczyliśmy. Wiał straszny wiatr wzbijając tumany kurzu, ale szło się miło. Potem odpoczynek nad Smreczyńskiem. Ornak już w jesiennej rudej szacie.