Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyźni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyźni. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2013

Mężczyźni w rodzinie: "Od Radka do pradziadka"

Na dawnej stronie www ograniczyłam się do przedstawienie kilku fotografii. Celowo pominęłam moich "domowych" chłopaków, bo o nich pewnie jeszcze będzie. Pradziadków nie znałam, dziadkowie byli obecni w naszym życiu, przeżyli wojnę, są obiektem naszych wspomnień o dzieciństwie. Tato i brat byli nieodłącznym elementem mojego domowego krajobrazu.


Brat Radek


Tata Edward


Dziadek Franek Wiza

Dziadek Teodor Wartecki


Pradziadek Andrzej Wartecki


Pradziadek Kazimierz Pawlęty
  

Pradziadek Franciszek Kaźmierczak

Pradziadek Walenty Wiza

poniedziałek, 23 września 2013

Wspomnienie o Tacie...

W niewielkim mieszkaniu w kamienicy przy ul. Grobla w Poznaniu w dniu 17 września 1931 roku przyszedł na świat Edward Wiza, śliczne niemowlę, pierwsze dziecko Wandy i Franciszka, mój tato. W 1933 urodziła się jego siostra Teresa, a 2 lata później brat Kaziu. Mieszkali w różnych miejscach w Poznaniu: przy ul. Kutnowskiej, później przy ul. Rolnej (może po drodze gdzieś jeszcze, ale nie wiem), by ostatecznie zamieszkać na Wielkiej, gdzie ja mieszkam w chwili obecnej.
   Przed wybuchem wojny Edward skończył 1 klasę szkoły powszechnej. Jeszcze gdzieś w szafie u mamy leży kawałek szarego papieru, na którym mały Edek rysował rzędy pionowych kresek w ramach ćwiczeń manualnych. Gdy rozpoczęła się wojna uczył się w tajnych kompletach wraz z rodzeństwem. Ostatecznie szkołę powszechną zaliczył po wojnie trybem eksternistycznym, zdając egzamin przed Państwową Komisją Egzaminów Nadzwyczajnych w Szkołach Powszechnych w Poznaniu. Babcia wspominała, że był bardzo samodzielny i zaradny. Nauczył się szyć na maszynie i potrafił naprawić drobne uszkodzenia w ubraniach. 



W 1945 roku zaczęła się jego przygoda z harcerstwem. Jestem w trakcie poszukiwań, w jakich drużynach był tato. Pamiętam, że wspominał o poznańskim Dębcu. Był zastępowym, później przybocznym. Zwróciłam się więc do Hufca ZHP Poznań - Wilda o pomoc w znalezieniu drużyny ojca. Wierzę też, że żyją i mają się dobrze jego koledzy z tych czasów. Druh komendant obiecał pomoc , ale nie znalazł niczego w dokumentach.

   W 1949 skończyła się dla niego ta wspaniała przygoda, tak jak dla wielu druhów, bo harcerstwo umarło, by odrodzić się po wielu latach. W tym też roku los rzucił go do Warszawy, gdzie w hufcach SP odgruzowywał stolice i budował trasę WZ. Ukończył gimnazjum im. Karola Marcinkowskiego tzw. "Marcinka". Zaczął trenować lekką atletykę, w latach 1951-1952 został mistrzem okręgu w biegach krótkich i skokach w dal. Był zwinny i szybki mimo niewielkiego wzrostu. 
   Naukę kontynuował w Liceum Mechanicznym, które skończył w 1952 roku. Był urodzonym konstruktorem i złota rączką i co ciekawe pracował lewą ręką (pisał prawą). Ile się naśmiałam patrząc jak wbija gwoździe lub wierci otwory trzymając narzędzie w lewej ręce!



Dziwne to były czasy! Po skończeniu szkoły dostał nakaz pracy do Zakładów Metalowych w Skarżysku - Kamiennej. Rozpoczął wieczorowe studia inżynierskie w Radomiu, które ukończył 1957 i uzyskał tytuł inżyniera mechanika obróbki skrawaniem.
    W międzyczasie wydarzyło się w jego życiu kilka ważnych rzeczy. Poznał i pokochał moją mamę. Ożenił się z Irką z domu Wartecka w 1954 roku (05.02.1954 - ślub cywilny, 27.06.1954 ślub kościelny).
   W 1956 roku w Skarżysku przyszła na świat moja siostrzyczka Dobrunia. Rodzice z Dobrunią mieszkali w Skarżysku do 1960 roku, by potem powrócić do Poznania. Mieszkali na początku u babci przy ul. Przemysłowej, później przeprowadzili się na Osiedle Warszawskie. Tata podjął pracę Centralnym Ośrodku Informacji Technicznej jako st. konstruktor. Potem w latach 1961 - 1967 pracował w Zjednoczeniu Przemysłu Taboru Kolejowego "Tasko" jako starszy inspektor. W międzyczasie studiował na Politechnice Poznańskiej. Magisterkę "zrobił" w 1964 z pojazdów szynowych.




W 1964 roku urodził się mój braciszek Radek, tzw. czwarty król (urodzony 6.01), upragniony przez dziadka Franka i tatę męski potomek. Cztery lata później pojawiłam się ja.    W latach 1969 - 1971 tato pracował w "Taskoprojekcie" jako starszy projektant. W 1971 roku zaczął pracę w Instytucie Obróbki Plastycznej na stanowisku adiunkta. Dodatkowo pracował w latach 1972-1979 w Zespole Szkół Samochodowych w Poznaniu jako nauczyciel przedmiotów zawodowych: budowa maszyn, obróbka metali, projektowanie i rysunek techniczny. Jego dawni uczniowie wspominają go ciepło, jako dobrego nauczyciela i pedagoga. A prawdą jest, że potrafił wytłumaczyć wiele skomplikowanych rzeczy. Swoim dzieciom nie dawał gotowych odpowiedzi, ale odsyłał nas do literatury, encyklopedii, tablic.    Był członkiem PZPR. Mawiał, że jest prawdziwym człowiekiem pracy, ale takich to wtedy chyba niewielu było. Wywieszał flagę na 1 maja, bo mówił, że to jego święto i już!

 

 Wiele lat społecznie udzielał się w spółdzielni mieszkaniowej, którego członkiem został bodajże w 1970, kiedy to całą rodziną wyprowadziliśmy się z przyciasnawego mieszkania na Osiedlu Warszawskim na Rataje , na Osiedle Rzeczypospolitej. W 1982 zmienił pracę i został kierownikiem osiedla. Pamiętam, jak mówił, że nie musi spieszyć się do pracy, bo jak wyjdzie z domu, to już w pracy jest! Faktycznie po drodze obejrzał osiedle, czy wszystko jest w porządku, pogadał z dozorczyniami i konserwatorami. W ogóle był dość znaną postacią na osiedlu, zawsze chętnie przystanął i pogadał, miał wielu znajomych i kumpli. Nawet dzieci z podwórka doskonale go znały. Z jego charakterystycznym wyglądem: niewielką posturą, ciemna czupryną i szarym prochowcem, nie mógł nie wywoływać skojarzeń! Dzieciaki przezywały go "Columbo"!    Nie wiem kiedy zaczął palić, nie pamiętam kiedy skończył, ale palił "sporty". Na niedzielę kupował "Carmeny" i "atmosfera" w domu się polepszała. Nie stronił od prac domowych, ale lepiej jak ugotował tylko ziemniaki (albo odsmażył), bardziej skomplikowane rzeczy nie wchodziły w rachubę. Kiedy mama poszła do szpitala, mieliśmy upiec kurczaka dla chorej babci. Umówiliśmy się, że tato go pokroi, a ja usmażę. Do tej pory nie mogę powstrzymać uśmiechu, kiedy to wspominam. Ojciec odstawił masakrę! On go dosłownie posiekał! Ale wszystko szczęśliwie się skończyło, bo kurczak wyszedł niezły. 


   W 1989 został kierownikiem Bazy Sprzętu i Transportu w Kombinacie Budowlanym Poznań - Centrum. O ile pamiętam przedtem pracował krótko jako dyrektor techniczny w Sanitechu, ale nie znam dokładnej daty.    W 1990 roku dostał udaru mózgu i przeszedł na rentę. Odpoczynek i pasja, jaką jest jego miasto rodzinne Poznań pomagały mu wrócić do zdrowia. Już od wielu lat zbierał dostępną literaturę o Poznaniu, szperał po antykwariatach, robił zdjęcia. Chodził na wystawy, poznawał ciekawych ludzi związanych z Poznaniem. Konsultował swoje prace z profesorem Lechem Trzeciakowskim, dawnym kolegą z ławy szkolnej. Sporządził zbiór albumów przedstawiających Poznań od zarania dziejów, ciekawe miejsca w różnych okresach historii, pomniki, świątynie, kapliczki i krzyże, kamienice, forty i wszystko, co się w Poznaniu znajduje! W końcu lat 90-tych w telewizji WTK przedstawił pokaz swojego dorobku.





Jego pasją był również ogród. Mówił, że niby nie lubi tego i jest to męczące, ale na pewno to kochał. Teraz go rozumiem, kiedy sama grzebię w ziemi. Praca to ciężka, ale jakże jest pięknie, jak są efekty. Pielił, nawoził, sadził. Nie mógł się nacieszyć, kiedy w latach 90-tych pojawiły się na rynku nowe narzędzia, nawozy, byliny. Dawniej wiele rzeczy do ogrodu robił sam, zaprojektował nawet i zbudował własnymi rękoma przepiękny domek drewniany na działce! Kiedy i ja zaczęłam uprawiać ogród, często konsultowaliśmy ze sobą sposób przycinania drzew, zakup i sadzenie roślin. Bardzo mi tego teraz brakuje.... Jego nagła śmierć 13.12.2001 roku przerwała jego pasje i niedokończone prace.



niedziela, 15 września 2013

Wspomnienie o dziadku Franku

    Kiedyś siostrzenica poprosiła moją mamę o spisanie biografii dziadka i pradziadka na podstawie dokumentów z rodzinnych segregatorów. Chodziło bodajże o zadanie domowe do szkoły. Mama zrobiła to z właściwą sobie sumiennością. Na podstawie krótkich i rzeczowych biografii jej autorstwa i moich wspomnień napisałam notkę o moim dziadku:

Zmarł, kiedy byłam małą dziewczynką. Pamiętam go niezbyt dobrze, ale był fajny, spokojny, cierpliwy - mój dziadek Franciszek Wiza, który był strażakiem...    Urodził się 4 października 1904 roku w Poznaniu z ojca Walentego Wizy i matki Marianny z domu Kaźmierczak. Pochodził z rodziny robotniczej. Szkołę powszechną 7-mio klasową (Knabenshule- czyli dla chłopców) ukończył w 1919r. W Poznaniu. Od 7.04.1919r. do 7.07.1922r. uczęszczał do Państwowej Szkoły Dokształcającej i Rzemieślniczej z warsztatami w Poznaniu. Pracował jednocześnie jako uczeń ślusarski w "Agrarii" - fabryce maszyn rolniczych. Pracował tu do 1925r. . W roku 1925 zaczął pracę w "Polskim Piecu" (fabryka pieców i maszyn piekarniczych).


Jako młody człowiek brał udział w historycznych wydarzeniach. W harcerskich szeregach uczestniczył w Powstaniu Wielkopolskim w latach 1918-1919, był łącznikiem. Od roku 1924 był drużynowym 2 Drużyny Harcerskiej im. Kazimierza Wielkiego w Poznaniu. Jako harcerka miałam okazję przeczytać w dokumentach informację o obozie wędrownym po Pomorzu, którego był organizatorem. Musiał zmagać się z wieloma trudnościami finansowymi i organizacyjnymi (obóz wędrowny był pionierskim przedsięwzięciem).





   Musiał mieć piękny głos, bo jako młody mężczyzna był członkiem chóru u Salezjanów. Przyjaźnił się tam z bratem swojej przyszłej żony Marianem. Nie wiem w jakich latach to było. Zachowały się dwie piękne fotografie.



Od października 1925r. Do 1927r. Odbył zasadniczą służbę w wojsku polskim w łączności na stanowisku podoficera rachunkowego. Po powrocie z wojska pracował dalej w "Polskim Piecu" jako ślusarz.
    Od roku 1929 do 1939 pracował w Zawodowej Straży Pożarnej w Poznaniu przy ul. Masztalarskiej jako strażak. 24 października 1930r. Ożenił się z Wandą Kaźmierczak. Mieli trójkę dzieci: Edwarda (mojego tatę) ur. 1931, Teresę ur.1933r. i Kazimierza ur. 1935r. Mieszkał na stałe z rodziną w Poznaniu.



W 1939 roku walczył z hitlerowskim najeźdźcą w wojnie obronnej. Pod Warszawą został wzięty do niewoli. Zwolniony 20 października 1939 roku wrócił do Poznania, do rodziny. Podczas wojny pracował na Lotnisku Poznań - Ławica jako strażak. Po wojnie nie rozstał się z zawodem. Pracował w Zawodowej Straży Pożarnej w Poznaniu przy ul. Masztalarskiej 3, później przy ulicy Czechosłowackiej. W 1970 roku przeszedł na emeryturę, ale nadal pracował dorywczo w straży jako szkoleniowiec.





Był pracowity, rodzinny i kochany. Nigdy nie usłyszałam jak podnosił głos. Często sadzał mnie na kolana i razem czytaliśmy gazetę. Przychodził do nas co niedziela. Brał mnie na spacery i usilnie mnie namawiał, żebym spróbowała kefiru. Odmawiałam współpracy i naciągałam dziadka na oranżadę. Odbierał mojego brata z przedszkola i czasami jechałam razem z nim z Rataj na Osiedle Warszawskie. Będąc na emeryturze dorabiał jako stróż. Pamiętam jak dziś, jak z babcią wybraliśmy się, żeby go odwiedzić w pracy. 



Umarł w 1975 roku po długotrwałej chorobie w szpitalu w Międzyrzeczu. Pochowany jest na cmentarzu górczyńskim. Za swoje zasługi dla Poznania został odznaczony Honorowa Odznaką Miasta Poznania.