Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 czerwca 2020

Pójdźka po raz kolejny

      Udało nam się wyjechać na trzy dni do Słońska. było cudownie. Akurat była przerwa pomiędzy fala burz i deszczów. I ptaki dopisały. Nie uda mi się w jednym poście wszystkiego pokazać więc pójdę seriami.
      Na początek pójdźka. Wcześniej o niej pisałam i pokazywałam. W pobliskiej wsi w starej stodole ma mieszkanko. Za każdym razem, kiedy jesteśmy w okolicy, zaglądamy do niej. A nuż będzie siedzieć na dachu. Wcześniej jeździliśmy wieczorem, teraz o świcie z lepszym skutkiem. W zeszłym roku przydybaliśmy pareczkę. Teraz była jedna. To niesamowita przyjemność obserwować ją. Wygląda miło i pociesznie, ale nie można zapominać, ze to skuteczny drapieżnik. tam, gdzie mieszka jest postrachem wszelkich gryzoni. Warto ją mieć pod dachem, bardziej niż kota ;)




wtorek, 28 sierpnia 2018

Pójdźka

      To kolejny powód dla którego warto wstać przed świtem! Wiedzieliśmy, gdzie mieszka, wiedzieliśmy gdzie lata, ale nie mogliśmy jej zrobić zdjęcia wieczorem, bo warunki świetlne były bardziej niż złe. To może rankiem? I to był dobry pomysł! Przed wschodem słońca siedziała w znanej nam dobrze okolicy na kominie. Potem raczej bez strachu podleciała bliżej na drzewo, by po kilku chwilach powrócić na komin. Piękne chwile z pójdźką spędziliśmy 27.07.2018  w godz. 05:15 - 06:20.
 


 

Tu już widać promienie wschodzącego słońca .


sobota, 15 marca 2014

Uszatka błotna - spotkanie z sową - styczeń 2013

   Kto fotografuje wie, że drugi raz okazja się nie zdarza...
Nie chodzi tu nawet o ptaki, ale nie da się stworzyć dwa razy takiej samej sytuacji. Ile jest szczęścia, przypadku, fuksa...
   A że drugi raz sowa nie przyleci w to samo miejsce i my też tam będziemy, to jest pewne.
Przyborów 22.01.2013, szlak "ptasi" zwany "Betonką". Zimno, ale spokojnie, szaro, lekko prószy śnieg. Rozlewisko zamarznięte. Żadnych ptaków, kompletna cisza. Z lasu coś wyleciało, myślałam, że myszołów. Ale Maciej wziął lornetkę i mówi: sowa! Usiadła na kołku parędziesiąt metrów od nas. Wsiedliśmy do samochodu, wystawiliśmy obiektywy z okien, ja musiałam "wywiesić" się z okna. Podjeżdżaliśmy powoli, cały czas robiąc zdjęcia. W pewnym momencie musieliśmy wykręcić konwertery, bo była w całym kadrze. Podjechaliśmy tak blisko, że bliżej nie miało sensu. Była przed nosem jak gołąb na rynku. Grzecznie siedziała jakiś czas, potem niespiesznie poleciała. Byliśmy oszołomieni i strasznie podekscytowani. Po prostu mieliśmy szczęście.
   Dopiero po powrocie do  "Dudka"  ją zidentyfikowaliśmy. To uszatka błotna, nieliczna w Polsce, polująca za dnia. Lubi takie tereny jak ujście Warty czyli podmokłe doliny i łąki. 







   Kolejnego dnia spotkaliśmy uszatkę błotną jeszcze raz. Tym razem siedziała na drzewie przy drodze. Chwilę wcześniej widzieliśmy przez lornetkę innego osobnika. Czyli było ich kilka na tym terenie.