Dziś o dwóch wycieczkach.
Pogoda nadal nas nie rozpieszczała, ale nie miało padać, a to było ważne. Pojechaliśmy do Grindenwaldu i poszliśmy na Alpiglen do schroniska. Niby to schronisko górskie, ale jednak ... restauracja. Po drodze piękne widoki i zapowiedź przetarcia nieba, co nastąpiło na chwilę i góry pokazało. W restauracji wypiłam najdroższe mleko w moim życiu (mając nadzieję, że jest od krowy - było z kartona), którego kubek kosztował tyle, co zgrzewka 6l.
Niestety dalej nie szliśmy. Młodzież też nie poszła, bo szlaki były zamknięte ze względu na zagrożenie lawinowe. Słyszeliśmy odgłosy spadających lawin, brzmiało nieciekawie, trochę strach. Dzień wcześniej na Jungfrau zginął Kacper Tekieli.
![]() |
![]() |
| Brandegg |
![]() |
| Schronisko |
Spacer na Harder Kulm. W ogóle nie miałam tam iść. Miałam się tylko przejechać promem do miasta i wtedy nie uważałam, że to środek transportu, a atrakcja turystyczna. Ale wszyscy szli więc na też poszłam. Najpierw szukaliśmy ścieżki takiej nie oznaczonej, ale były pozamykane. Pewnie naprawiali albo coś.
Wyjaśnię, że Harder Kulm to wzniesienie górujące nad Interlaken, na którym jest restauracja (restauracje są wszędzie). Wejście jest dość ostro pod górę. Nie było to dla mnie łatwe. Syn wziął moje bagaże, sprzęt i asystował mi. No i widoki piękne na całe Interlaken. Co chwilę latali paralotniarze. Jestem ciekawa, czy bym się odważyła. Ale pewnie to nie na moją kieszeń...
Na samej górze - obowiązkowe piwko. O mleko już nie próbowałam pytać :-) No i cypelek fotograficzny, do którego w kolejce stało sporo osób, łącznie z kilkoma parami nowożeńców na sesje foto. Nadmienię tylko, że oni nie wchodzili jak ja, ale wjechali kolejką. Ja też w sumie chciałam, ale jak zobaczyłam ten ogon do kasy, to zrezygnowałam.
W drodze powrotnej czekała nas niespodzianka - azyl dla koziorożców. Nie lubię takich miejsc, ale są potrzebne. Okazało się, że dzień wcześniej urodziła się mała koziczka.













































































