czwartek, 22 czerwca 2017

Babcia Wanda




Babcia Wanda Wiza z domu Kaźmierczak urodziła się w Berlinie i tam spędziła dzieciństwo. Jej rodzice – szewc i cholewkarka prowadzili tam warsztat szewski. Babcia miała dwóch starszych braci Franka i Marysia, którzy ją bardzo kochali i chronili. W atmosferze rodziny i miłości babcia była nieco rozpieszczana. Była pięknym dzieckiem, później piękną kobietą.


Skończyła kilka klas szkoły podstawowej. Bodajże cztery. Nie miała chyba parcia na dalszą naukę. Miała piękne długie grube warkocze, które wszyscy podziwiali. Ale nastała moda na krótkie fryzury i babcia kombinowała, jak warkocza ściąć. Nie było łatwo, bo bracia się nie zgadzali, a męski głos był w rodzinie najważniejszy. Babcia wykombinowała, że powie mamie, że warkocze są za ciężkie i boli ją od tego głowa. W końcu mama się zgodziła, warkocze bodajże zostały sprzedane, a babcia zyskała modną fryzurę. Bracia po powrocie do domu jaj nie poznali, bo spała i była odwrócona i pytali, jaki gość przyjechał.



Jako młoda dziewczyna miała sporo adoratorów. Była tez członkinią Towarzystwa Gimnastycznego Sokół i wg jej opowieści umiała pływać , skakała i biegała. Chodziła też na strzelnicę, ale chyba tylko kibicować. Pamiętam jak z rumieńcami na twarzy opowiadała, że opatrywała jakiegoś młodzieńca, który został na strzelnicy lekko ranny.



Dziadek ujął ja swoim spokojem, szacunkiem i wiekiem, bo był od niej 6 lat starszy. Choć nie był typem amanta, urodziwa babcia wyszła za niego.  Jakiś czas mieszkali na Grobli, tam urodził się mój tata. Potem na Kutnowskiej, Rolnej, by po wojnie zamieszkać na Wielkiej. Mieli trójkę dzieci: Edwarda (mojego tatę) ur. 1931, Teresę ur.1933r. i Kazimierza ur. 1935r.



Podczas wojny babcia pracowała jako szwaczka ale potem zachorowała na tyfus. Niemcy bali się tyfusu, więc nie musiała potem pracować.
Później po wojnie parała się krawiectwem w domu, ale nie była jakoś utalentowana. Pamiętam, że szyła płaszczyki takie z kołnierzami. Szyła też sobie sukienki. Pięknie haftowała, wymyślając różne ściegi i wzory.  Trochę próbowała mnie nauczyć ze średnim skutkiem.










Robiła smaczne marynaty z warzyw, owoców, grzybów.
Jak już była starsza zapisała się do komitetu społecznego Społem. Czuła się ważna, bo sprawdzała dostawy w sklepach i typ podobne rzeczy. Siedziała też chętnie wśród koleżanek w Klubie Seniora przy ul. Wielkiej i jeździła na zorganizowane rajdy dla seniorów.





Ostatnie lata życia nie była już sobą, jak przestała zamykać owoce do słoiczków, już wiedzieliśmy, że coś z nią nie tak. Zaczęła wspominać dzieciństwo w Berlinie i gdzieś się pakowała. Zmarła w 1992roku.


poniedziałek, 29 maja 2017

Nagle i niespodziewanie w Ogrodzie Botanicznym

     Nagle i niespodziewanie wylądowałam tam  w pewien majowy wieczór. A było to tak, że spodziewany gość (o nim będzie może następnym razem) chciał obejrzeć i sfotografować jakiś ładny ogród w Poznaniu, to zaproponowałam mu jedyny mi znany. A że ja muszę codziennie jakieś zdjęcia zrobić, wzięłam aparat też.
Byłam tam 1 maja. Przez 20 dni ogród zmienił się nie do poznania. Początkowo przed godz. 18 było pochmurno, bo krótko po 19 ogród zachwycił nas w promieniach zachodzącego słońca.  Zieleń jeszcze świeża, zakwitły piękne lilaki i kwiaty na rabatach i skalniaku. Iglaste drzewa i krzewy z cudownie wybarwionymi i pięknie pachnącymi młodymi przyrostami. Dzięcioł stukał w drzewo, kosy gwizdały w krzakach. Gościowi dziękuję za wskazówki i za pożyczenia wizjera kątowego! Piękny wieczór w pięknym miejscu!



































sobota, 20 maja 2017

PN Ujście Warty - zimny mokry maj

    Pomimo deszczu, zimna i wiatru pojechaliśmy do Słońska. Tak trochę na moje imieniny... Niestety z powodu wiosennego obstawienia, nie było już miejsc w naszej ulubionej kwaterze "Dudek". Ale nie było to istotne, znaleźliśmy inną kwaterę, a że był dach nad głową, wygodne łóżka i ciepła woda, to wystarczyło. Znów byliśmy ciekawi, co tym razem uda nam się zobaczyć. Kończył się czas batalionów, ale gody nadal trwały u ptactwa, niektóre to już wodziły pisklęta. 
    Od razu pojechaliśmy na Betonkę. Już po drodze zauważyliśmy małego nieznanego (!) nam ptaka! Zrobiliśmy mu zdjęcia z nadzieją, że uda nam się go zidentyfikować później. I mieliśmy rację. To była rzadkość w naszych okolicach - świergotek rdzawogardły. Potem obserwowaliśmy stadka batalionów i łęczaki. Ogólnie było głośno na terenach podmokłych. Na wałach, gdzie bardziej sucho i łąki, tam względna cisza, choć trznadle świergoliły i skowronki. Na wałach spotkaliśmy dudki, kobuzy, kanię czarną polującą na owady, która jadła je podczas lotu. 
A na polach stadko rycyków odbywających gody i pasących się. Założę się, że pewnie już niektóre siedziały na jajkach, czego oczywiście nie mogliśmy zobaczyć. 
    Szukaliśmy też sowy pójdźki. W końcu ją zobaczyliśmy, ale zdjęcia tylko dokumentacyjne. 
Mogliśmy też obserwować jak kilka czapli walczyło o leszcze uwięzione na płyciźnie. Czaple urodziwe same w sobie rzadko dają się sfotografować, bo są płochliwe. Te zajęte polowaniem, niewiele sobie z nas robiły!
 Czyli wyjazd udany, jak zawsze mamy niedosyt i kolejny wyjazd planujemy już w czerwcu.

Świergotek rdzawogardy

Łęczak

Pliszka żółta

Łabędź niemy

Łabędź niemy

Bociany białe

Dudek

Dudek

Dudek

Bociany czarne

Kania czarna

Rycyki

Rycyk

Rycyk

Rycyk

Kulik wielki

Potrzeszcz

Gęgawy

Czapla siwa

Myszołów

Rycykowe gody

Rycyk

Rycyk

Bocian Biały

Bataliony i łęczaki

Bataliony i łęczak

Batalion

Czaple białe

Czapla biała

Czapla biała

Czaple białe i siwa

Czapla biała

Czapla biała

Czaple biała i siwa

Czaple białe

Kobuz

Dudek

Rycyk